Zakupy wojskowe to zawsze emocjonujący, ale i niełatwy moment dla każdego poważnego państwa. Co kupić? Dla kogo? Ile za to zapłacić? No i oczywiście — czy w ogóle są na to pieniądze.
Dziś dyskusje o finansowaniu zbrojeń potrafią rozgrzać opinię publiczną niemal do czerwoności. Jedni liczą, drudzy przeliczają, a wszyscy próbują dojść, jak zrobić to najlepiej. Warto jednak pamiętać, że nie jest to problem nowy. Dawniej radzono sobie z nim… powiedzmy, bardziej kreatywnie.
Przed laty, gdy środków brakowało, odwoływano się po prostu do dobrej woli i hojności obywateli. W 1926 roku postanowiono zebrać fundusze na — uwaga — łódź podwodną. Miała ona nosić imię jaśnie wielmożnego marszałka Piłsudskiego, a w celu realizacji tego ambitnego planu powołano specjalny komitet.
Nad zbiórką czuwało gremium o wyjątkowo podniosłej nazwie: Komitet Główny Ligi Mocarstwowego Rozwoju Polski (sama nazwa brzmi tak, że człowiek od razu czuje się bardziej… zobowiązany). Zbiórka miała być prowadzona w powiatach, a jej przebieg koordynowały Urzędy Wojewódzkie. Plan był śmiały — zebrać około 4 milionów złotych.
A jak wyszło w praktyce, na przykład w województwie lubelskim?
Cóż… powiedzmy, że rzeczywistość nieco ostudziła ambicje.
Najhojniejsi okazali się mieszkańcy Radzynia, którzy przekazali zawrotną kwotę 406 złotych i 75 groszy. Powiat włodawski dołożył skromne 19 złotych. To i tak więcej niż w np. powiatach bialskopodlaskim i siedleckim, gdzie nie zebrano… ani złotówki.
W powiecie sokołowskim sytuacja była jeszcze ciekawsza — zgubiono listę składek. Co prawda ostatecznie ją odzyskano, ale nie bez przygód, które same w sobie mogłyby być tematem osobnej opowieści.
Zbiórka trwała kilka lat, a jej efekty — patrząc na liczby — trudno uznać za imponujące. Przy takim tempie, być może po kolejnych latach udałoby się uzbierać na kadłub… a przy odrobinie szczęścia nawet na silnik.
Jak widać, zanim pojawiły się fundusze, programy i wielkie debaty, próbowano po prostu „zrzutki narodowej”. Skuteczność bywała różna, ale jedno trzeba przyznać — pomysłowości nie brakowało.
Niestety, historia nie dała już czasu na dalsze eksperymenty. Wojna przyszła w 1939 roku.










403, Urząd Wojewódzki Lubelski, Wydział Ogólny, sygn. 169
BS/MK
403.




