Język polski taki piękny, a im dalej w przeszłość sięgamy tym piękniejszy w swym brzmieniu. Poczynając od „daj, ać ja pobruszę”, po dzisiejsze „jak do tego doszło nie wiem” – tak to się mniej więcej kształtowało 😉
Okres międzywojenny to już kopalnia takich niesamowitości! Język, z którym spotykamy się w pismach i listach zachowanych w lubelskim Archiwum wielokrotnie nas zachwyca, ale też zadziwia i rozbawia. A jak wy odbieracie tekst, który niejaki Paweł pisze w prośbie do Naczelnika policji komunalnej miasta Lublina o przepustkę, bo zmuszony jest wyjechać „miasta Równa”, żeby pracować jako „kielner„? 🙂
„Internety” mówią, że słowo kielner pochodzi z gwary warszawskiej, co w jakiś sposób tłumaczyłoby dlaczego Paweł mieszka w hotelu. Jednak melodyjność tego wyrazu, dzięki dodanej zaledwie jednej samogłosce, przywodzi nam na myśl wschodnie „zawodzenie”, które tak pięknie ukazała w serialu „Klan” pani Stanisława, swoim nieśmiertelnym: „Błożesz ty młój, Jureeczku, to ja zaparze czaaju!”.
Aż chce się zakrzyknąć: „Kielner! Czaju!” 🙂
460, Komenda Powiatowa Policji Państwowej w Lublinie, sygn. 23
MK
307.