Dla nas są normalnością, jednak w niektórych krajach postrzegane są jako zbyt daleka ingerencja państwa w prywatność obywateli – np. w Wielkiej Brytanii dopiero przed dwoma laty rozpoczęto ich wydawanie. Dowody osobiste. Niedługo mamy się cieszyć kartami z chipem i podpisem elektronicznym, póki co przyjrzyjmy się dokumentom wydawanym naszym dziadkom i pradziadkom.
Jednym z najstarszych przechowywanych w naszym Archiwum dowodów tożsamości jest „Książeczka legitymacyjna” z 1845 r. należąca do Ludwika Klemensowskiego, czternastoletniego wówczas mieszkańca Warszawy. Tak, tak, na podstawie obowiązujących w Królestwie Polskim przepisów „każda osoba bez różnicy, skoro tylko skończy lat 14, opatrzoną bydź powinna książeczką legitymacyjną w której Burmistrz lub Wójt z wyrażeniem rysopisu i wszelkich stan osoby wyjaśniających okoliczności, poświadczyć ma że do księgi Ludności Gminnej przez niego utrzymywanej, zapisaną została”. A „osobom płci męzkiej w wieku popisowym będącym, a od służby wojskowej nie wyłączonym i nie uwolnionym, nawet na czas krótki miejsca zamieszkania opuszczać bez opowiedzenia się Urzędnikowi Gminnemu i uzyskania świadectwa jego nie jest wolno.”
74/0 Archiwum Klemensowskich z Celejowa, sygn. 90
RK
64.