Chodził człowiek do Ogrodu Miejskiego, nie byle kto, bo współpracownik Towarzystwa „Planta”, dostrzegał różne okazy ziół leczniczych i owadów, i zapragnął je ów człowiek pozyskać. Napisał zgrabne podanie do władz, w którym jak w wierszu opisał cały proces pozyskiwania – wschód słońca, świt, rozpostarte żagle, omdlenie, potrząsanie gałęzią…
I chociaż ” zdaje się, że przeszkód zasadniczych nie ma” to jednak… odmówiono. Może ze względu na „właściwości” kantaryd – hiszpańskich muszek, kto wie?
22/ Akta miasta Lublina, 1915-1918, sygn. 267
ZJ
245.